Bliźniaki Cramp
Fabuła kreskówki skupia się wokół dwójki bliźniaków, Luciena i Wayne'a. Jeśli jednym zdaniem można by opisać ich relację, to byłby ogień i woda. Pomijając fakt, że nie są do siebie podobni pod kątem fizycznym, ich zainteresowania i charaktery są kompletnymi przeciwieństwami. Wayne jest antonimem Luciena, tak samo jak Lucien Wayne'a. Poważnie zastanawiałam się, czy przed wypisaniem ze szpitala któraś z pielęgniarek nie walnęła się w dokumentacji i do domu państwa Cramp nie wysłała dzieciaka z kompletnie innej rodziny.
Skupię się bardziej na tytułowych bohaterach. Wayne, który z jakiegoś powodu jest niebieski i ma trzy włosy na krzyż, jest zapalonym kolekcjonerem złomu. Zamysł twórców był taki, żeby przedstawić go jako "gorszego" bliźniaka. Aby tego dopełnić, w odcinkach znęcał się nad bratem bliźniakiem, z brudem w pokoju żył za pan brat, szkołę miał w nosie a jego najlepszym przyjacielem i wzorem do naśladowania był właściciel złomowiska bez większych perspektyw na życie. Nie brzmi zachęcająco. Mimo to Wayne z tej bajki był moją ulubioną postacią.
Przyszła kolej na Luciena, drugiego bliźniaka. Nawet będąc dzieckiem nie mogłam go zdzierżyć i muszę przyznać, że lubiłam odcinki w których dla odmiany to jemu się dostawało, a nie Waynowi. Jego troska o ekologię podchodziła trochę pod fanatyzm i radykalizm, większość wolnego czasu spędzał na bagnach, które były terenem omijanym szerokim łukiem przez resztę mieszkańców jego miasta i jakby tego było mało, pod własnym łóżkiem hodował robaki.
Z biegiem lat zauważyłam, jak patologiczne są niektóre odcinki. Przykładowo: Wayne próbował robić wszystko, aby jego rodzice się rozwiedli. Powód? Chciał, by ci po rozstaniu go rozpieszczali, nie bacząc na to że prawie doprowadził do rozpadu rodziny. Swoją chytrością i materializmem zafundował ojcu zwolnienie z pracy. W końcu jeden z najbardziej chorych odcinków; stał się uzależniony od cukierków z Chin i aby jego matka nie wykryła tego na testach, które przeprowadzała na nim regularnie, kradł ślinę listonosza, sąsiada, staruszki a nawet psa. Nie powiem, jak się skończył ten odcinek, bo sama myśl napawa mnie obrzydzeniem.
Koniec z dziećmi, przyszedł czas na rodziców. Matka chłopców była skrajną pedantką. Tworzyła własne środki czystości, które w większości (o ile nie w każdym) przypadków były niebezpieczne dla ludzi i środowiska. Sam fakt, że testowała je na swojej rodzinie, jest przerażający. Ojciec, głowa rodziny pracował jako domokrążca i nie miał kompletnie żadnego autorytetu u dzieci i żony. Zbytnio mnie to nie dziwi, ponieważ w wielu odcinkach zachowywał się infantylnie i niestosownie do swojego wieku. Tak, rodzina Cramp była... szurnięta, ujmując to w delikatny sposób.
Mimo tak wielu minusów i braku pozytywnych wartości, które można by przekazać w odcinkach, miło wspominam tą kreskówkę. Graficznie była znośna a odcinki śmieszne, niekiedy groteskowe. Choć nie jest ona najlepiej wykreowana, to do dziś zachowuje swój urok.
Komentarze
Prześlij komentarz