Ben 10
Przykład kompletnego braku instynktu opiekuńczego i kompetencji wychowawczych. Jaki dziadek pozwala swojemu wnukowi na walkę ze śmiercionośnymi kosmitami? Ba, jeszcze go do tego zachęca!
Ben 10 opowiada historię 10-letniego Bena Tennysona, który wraz ze swoją kuzynką Gwen całe wakacje ma spędzić w kamperze z dziadkiem Maxem, jeżdżąc po kraju. Wszystko zapowiada się jak zwykła, rodzinna przygoda, jednak miałabym pewne obiekcje przed niewidzeniem mojego dziecka przez kilka miesięcy. To już kwestia gustu.
Pewnego wieczoru w trakcie biwakowania na Ziemi rozbija się kapsuła ze znajdującym się w środku Omnitrixem - wysoce zaawansowaną technologią obcych, wyglądem przypominający wypasiony zegarek. Co innego może zrobić dziecko, niż pchać łapy gdzie popadnie? Ben, nie mając krzty instynktu samozachowawczego, przymierzył Omnitrix, który w pewien sposób "połączył się" z ciałem dziecka i nie dało go się zdjąć na żadne możliwe sposoby.
Dawał on możliwość Benowi na tymczasową zamianę w jednego z dziesięciu kosmitów, do których należeli: Szybcior, Inferno, Fantom, Mucha, Diamentogłowy, Szara Materia, Upgrade, Zębal, Dzikopysk i Czteroręki. Te wszystkie nazwy kosmitów zostały oczywiście wymyślone, ponieważ miały własną, fachową nazwę.
Wraz z rozwojem fabuły chłopiec, pod opieką dziadka i za jego pozwoleniem używa Omnitrixa do walki ze złoczyńcami ludzkimi i nieludzkimi. Sam przyznaje, że jest emerytowanym Hydraulikiem (tj. zawód, który polegał na zwalczaniu kosmitów) i mocno wspierał wnuka. Może nie byłoby to aż tak popaprane, gdyby przynajmniej poinformował rodziców chłopca, że ich syn miał do ciała permanentnie przyczepione obce urządzenie i pod jego okiem otarł się o śmierć więcej razy, niż zdmuchnął świeczek urodzinowych przez dziesięć lat swojego życia.
Na tym jednak nie koniec patologii w rodzinie. Kiedy już myślimy, że nic nas w rodzinie Tennysonów nie może zaskoczyć, pozostaje jeszcze kwestia kuzynki. Okazuje się, że Gwen odziedziczyła po swojej babci (żonie dziadka Maxa) zdolności do uprawiania magii i dołącza do walki z obcymi.
Mimo że Ośrodek Pomocy Społecznej powinien zajrzeć do tej rodziny, to miło wspominam kreskówkę. Miała chwytliwe intro, Ben miał swój urok i moja ulubiona część - w każdym odcinku były sceny walki a w jednym walczyli z pseudo-Mikołajem i zmutowanymi grzybami. Pierwsza wersja Ben 10 była, jest i będzie najlepszą.
Komentarze
Prześlij komentarz